Przedstawione informacje dotyczące życia Szmula Zygielbojma pochodzą z wydanej w 2004 r. biografii napisanej przez Aleksandra Rowińskiego zatytułowanej „Zygielbojma śmierć i życie”.
Szmul Mordechaj Zygielbojm Urodził się 21 lutego 1895 r. w Borowicy koło Krasnegostawu w rodzinie żydowskich młynarzy, dziadek Abram, ojciec Joske, matka Hena Pinkier.
Na początku XX wieku po pożarze młyna rodzina Zygielbojmów przeprowadziła się do Krasnegostawu. Mając 12 lat podejmuje pracę w „fabryce” drewnianych pudełek aptecznych żyda Barucha Lurje na grobli w Krasnystawie, gdzie ulega wypadkowi i traci palce lewej ręki.
W czasie pierwszej wojny światowej, dokładniej pod koniec 1914 roku, podczas działań wojennych między Rosjanami i Austriakami rodzina Zygielbojmów opuszcza Krasnystaw wędrując do Rejowca a następnie w 1915 roku przeprowadza się do Chełma.
Żyją biednie, trwa wojna, razem z dziesięciorgiem dzieci bez stałego miejsca zamieszkania i pracy. 20-letni Szmul podejmuje dorywczo różne prace, aby pomóc w utrzymaniu rodziny. Najdłużej pracuje w olejarni u kuzynki Estery Montik, następnie w szpitalu wojskowym i tartaku.
W tym czasie staje się czynny politycznie i zaczyna działalność w Bundzie – lewicowej, antysyjonistycznej partii żydowskiej. Odtąd jego życie polega na ciągłych wyjazdach i prowadzeniu agitacji.
Występuje z przemówieniem na zebraniu założycielskim Bundu w Chełmie i zostaje wybrany do zarządu a następnie w 1917 roku zostaje wybrany na delegata na konferencję partii do Lublina. Młody, energiczny, pełen zapału Szmul wywarł dobre wrażenie na działaczach partyjnych z Warszawy po czym zaangażowany został do pracy w centrali partii gdzie został sekretarzem generalnym Sekcji Żydowskiej Centralnej Komisji Związków Zawodowych. W 1927 roku został także wybrany do rady miejskiej Warszawy. W 1936 roku przeprowadził się do Łodzi, gdzie również został radnym.
Po wybuchu II wojny światowej znalazł się w Warszawie. We wrześniu 1939 roku po 24 dniach walki o Warszawę jej obrońcy wysyłają parlamentariuszy. Miasto poddaje się a Niemcy biorą 12 zakładników wybranych spośród władz i wpływowych organizacji. Jest wśród nich m.in. prezydent Warszawy Stefan Starzyński oraz Szmul Mordechaj Zygielbojm. Niemcy, którym zależało na olbrzymim majątku Żydów chcieli ażeby ci dobrowolnie i bez oporu zgodzili się wejść pułapkę i przeprowadzili się do getta.
Niemcy wyłonili spośród społeczności żydowskiej radę, która wzięta została za zakładników, ażeby dać gwarancje wykonania rozkazu. Składająca się z 24 członków i 24 zastępców rada miała dopilnować ażeby 80 tys. Żydów w ciągu zaledwie trzech dni przeprowadziło się do getta. Szmul Zygielbojm jako nieliczny oponował przeciwko i chciał przeciwstawić się gestapo.
5 listopada 1939 roku budynek Judenratu oblega coraz większy tłum. Do tych ludzi wychodzi Zygielbojm z wezwaniem: „Nie idźcie do getta. Nie poddawajcie się hitlerowskim rozkazom”. Niestety Judenrat podjął inną decyzję i rozesłał 400 gońców nawołujących do przeprowadzki. Po tym wydarzeniu Zygielbojm zrzekł się mandatu i ratując się przed grożącymi konsekwencjami ze strony gestapo wyjechał do Krakowa. Poszukiwany przez gestapo, postanowił opuścić Polskę i wyjechać na zachód. Po skorumpowaniu urzędników gestapo Zygielbojm dostał sfałszowany dokument podróży kierujący go na zachód Europy przez hitlerowskie Niemcy.
Po przedarciu się do Belgii, a następnie Francji na skutek wkroczenia tam wojsk niemieckich wyjeżdża do Stanów Zjednoczonych. Stamtąd powróca do Europy do Londynu, gdzie oznajmia światu zachodniemu prawdę o masowych mordach i prawdziwych zamiarach hitlerowskich Niemiec. Jest go wszędzie pełno w Londynie. Przemawia przez radio BBC, jest na konferencjach i zgromadzeniach. Powoli uświadamia światu skalę ludobójstwa Żydów w Polsce.
W Zygielbojmie rośnie nadzieja, iż zdoła poruszyć sumienia najbardziej wpływowych przywódców państw świata zachodniego co doprowadzi do zapobiegnięcia dalszym mordom.
Widząc jak świat bezczynnie przygląda się na Powstanie w getcie warszawskim oraz dokonywane ludobójstwo, w proteście postanawia popełnić samobójstwo. W maju 1943 roku zatruwa się gazem pozostawiając po sobie list a zarazem testament do polskiego rządu na uchodźctwie:
"11 maja 1943 r.
Milczeć nie mogę i żyć nie mogę, gdy resztki ludu żydowskiego w Polsce, którego reprezentantem jestem. Towarzysze moi w getcie warszawskim zginęli z bronią w ręku w ostatnim porywie bohaterskim. Nie było mi dane zginąć tak jak oni, razem z nimi. Ale należę do nich, do ich grobów masowych. Przez śmierć swą pragnę wyrazić najgłębszy protest przeciwko bezczynności, z jaką świat przypatruje się i pozwala lud żydowski wytępić. Wiem, jak mało znaczy życie ludzkie, szczególnie dzisiaj. Ale skoro nie potrafiłem dokonać tego za życia, może śmiercią swoją przyczynię się do wyrwania z obojętności tych, którzy mogą i powinni działać, by teraz jeszcze, w ostatniej bodaj chwili, uratować od niechybnej zagłady tę garstkę Żydów polskich, jaka jeszcze żyje. Życie moje należy do ludu żydowskiego w Polsce, więc je daję. Pragnę, by ta garstka, która ostała się jeszcze z kilkumilionowego żydostwa polskiego, dożyła wraz z masami polskimi wyzwolenia, by mogła oddychać w kraju i świecie wolności i sprawiedliwości socjalizmu za wszystkie swe męki i cierpienia nieludzkie. A wierzę, że taka właśnie Polska powstanie i że taki właśnie świat nastąpi. Ufam, że Pan Prezydent i Pan Premier skierują powyższe moje słowa do wszystkich tych, dla których przeznaczone są i że Rząd Polski natychmiast rozpocznie odpowiednią akcję na terenie dyplomatycznym i propagandowym, ażeby jednak tę resztkę żyjących jeszcze Żydów polskich uratować przed zagładą. Żegnam wszystkich i wszystko, co mi było drogie i pokochałem. S. Zygielbojm."
Śmierć Zygielbojma nic nie zmieniła. Koalicja antyhitlerowska pozostała obojętna na los ginącego narodu.